- Weźcie wszyscy różdżki- powiedział malusi profesor Filtwick - Dobrze, dobrze..... Panie Finnigan! Przestań się bawić piórkiem!
A Ślizgoni spojrzeli na siebie wymownie, wszyscy trzymając różdżki. Harry dopiero teraz zauważył, jakie one mogą być zrużnicowane. Niektóre były krzywe i wręcz czarne, a inne zupełnie proste i jasno-brązowe. Wszystkie miały jednak kolor zbliżony do kory dębu.
- Na naszej drugiej - ,,Oj" , pomyślał Harry - poznamy zaklęcie lewitacji. No już! Wszyscy mają swoje pióra? Więc zaczynajmy.....
Większość lekcji było słychać tylko wypowiadane ,, Wingarium Leviosaa ", na co kasztanowłosa dziewczynka z Gryffindoru, którą Harry poznał tak samo jak Rona, poprawiała ich * To nie LeviosaA, to LeviOsa .... " . Aż w końcu sama spróbowała i ...... udało się jej ! Wszyscy patrzyli na nią z podziwem ( oprócz Ślizgonów, bo oni czuli do niej wyłącznie odrazę ). W końcu zachwyt i nie zachwyt przerwał Seamus Finnigan, donośnym ,,Finkardiun Lewioza !" a później słyszeli już tylko huk i PUFFF!!! Coś wypchnęło ich z sali, a najbardziej ucierpieli na tym Ślizgoni, ponieważ siedzieli najbliżej wyjścia i wszyscy obili się o ścianę na korytarzu.
- Do skrzydła szpitalnego! Szybko! Weasley, Granger, Longbottom! Pomóżcie mi! - Krzyknął Filtwick, po czym razem z wybranymi osobami przeniósł pod pachy innych uczniów. Reszta miała poczekać na ławkach przy sali, nie dotykając roztrzaskanych drzwi, jednak wszyscy odprowadzili ciekawskim wzrokiem rannych. Na nieszczęście, Harry'ego nieśli akurat Ron i Hermiona.
Z czego Hermiona cały czas zapewniała Harry'ego , że będzie dobrze i pytała, czy to bardzo boli- na co oczywiście Harry nie mógł odpowiedzieć, ale zrobiło mu się miło - a Ron nawet na niego nie patrzył, tylko starał się go olewać, nawet jak Harry specjalnie deptał mu po piętach.
- Już tylko jeden zakręt. - Mówiła Hermiona, jednak on dobrze wiedział, że jeszcze przynajmniej 5 zakrętów, które były najgorsze, ponieważ wtedy deptał Rona niespecjalnie . - Albo jeszcze jeden.....
- Daj spokój Hermiono ! - Wymamrotał markotnie Ronald . Harry kopnął go .-AŁAAA!
- Co się stało, Ron ?
- Nic,nic......AŁ!!!! Harry !!!!
Ale Harry przeszedł mu po pięcie.
- AŁA!!! Możesz przestać ?!
- O co chodzi?
- Hermiono ! Powie... AUĆ!!! - Tu puścił Harry'ego i usiadł na podłodze.
Hermiona próbowała podtrzymać Harry'ego jak najdłużej, ale w końcu ona też się załamała.
- No co z Tobą ?!
Ron wstał i pokazał podziurawioną skarpetkę.
- Cóż, najwyraźniej potrzebujesz lepszych skarpetek.Chodź już! Oj, Harry..... To już naprawdę ostatni zakręt.
Tym razem jednak dziewczyna nie kłamała .
Chwilę później Harry poczuł ten przyjemny dotyk ciężkiej kołdry i....dotyk jakiejś kobiety.....
- A!- wykrzyknął, ale zdał sobie sprawę z tego, że to dyrektor Hogwartu.-Oj, przepraszam...... Czyżbym uderzył ?
- Nie, skąd. Zdążyłem się cofnąć . - Odpowiedział dziarsko i mrugnął spod okularów-połówek swoimi,jasnymi, błękitnymi oczami.
Genialne <3 Pisz dalej - Czekam
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Będę starała się jak najczęściej wstawiać nowe posty
UsuńDziękuję :) Będę starała się jak najczęściej wstawiać nowe posty
Usuń