czwartek, 19 listopada 2015

Prolog- czyli Harry Potter w innym wydaniu ( opowiadanie 1 )

           Po chwili z kolegą z pociągu i paroma innymi dziećmi mniej więcej w ich wieku zatrzymali na schodach .U szczytu nich  stała dojrzała kobieta w todze . Wyglądała sympatycznie, od razu odczuli do niej respekt .
       - Witajcie w Hogwarcie . Po wejściu do Wielkiej Sali - pokazała za siebie - Zostaniecie przydzieleni do domów, w których będziecie mieszkać zamiast Waszych rodzinnych domów .- Poważna sprawa - Ronald szturchnął Harry'ego łokciem, nie spuszczając wzroku z kobiety.- Na to wygląda - Odpowiedział bez pośpiechu .
             - Doszły mnie słuchy, że słynny Harry Potter zaszczycił Naszą szkołę przybyciem- do chłopców podszedł piegowaty blondyn z jasną karnacją . Obok niego stało dwóch innych . - To jest Crabb, a to Goyle . A ja jestem Malfoy, Draco Malfoy . 
            Harry przyglądał mu się z ciekawością , nic nie mówiąc i nie odwracając się . Poczuł tylko jak Ron się cofa . - Ty pewnie jesteś Potter, tak ? A ten Twój kolega to  kto ? Niech zgadnę ...... Stare podręczniki, rude włosy, potargane szaty po starszym rodzeństwie . To na pewno Weasley . - ,, Zdrajcy krwi ! " pomyślał -Niektóre rodziny są po prostu lepsze od innych. Chodź ze mną, a Cię wprowadzę do świata czarodziejów. 
              Dracon wystawił ku Harry'emu rękę. Ron był wyraźnie niezadowolony  i zmieszany . Harry nie wiedział co robić . Trzeba by coś odpowiedzieć , tylko co ?! Może zostać z rudym i mieć zarówno przyjaciela jak i wroga, albo zdobyć 3 przyjaciół i wroga . ,, Z Ronem miło mi się rozmawiało, jest miły i śmieszny. " - Nie umiesz mówić ? - Syknął Malfoy . Crabb i Goyle zaczęli się śmiać pod nosem.- Pozwól mi, żebym ... - przerwał. A może jednak ? Ta decyzja miała decydować o jego dalszym losie . -...Żebym mógł przyłączyć się do Ciebie i Twoich przyjaciół .- Dobra decyzja . Tam byś zgnił 
               Minął moment, zanim Ronald zorientował się co się właśnie wydarzyło . Nagle zawołał ich znajomy głos . Była to nauczycielka, która otworzyła im wrota do Wielkiej Sali. - Choć Potter, chyba nie chcesz być ostatni ? - wraz ze swoją paczką i Harrym na końcu zaczęli iść w stronę wysokich i równie szerokich drzwi do tak zwanej Wielkiej Sali .                Malfoy po drodze trącił Ronalda ramieniem, że ledwo co się nie przewrócił . Jednak on nie zwrócił na to większej uwagi, zajął się patrzeniem na Harry'ego z wyrzutem. 
              Harry czuł poczucie winy, ale też taki jakby wewnętrzny uśmiech, uczucie, które dopiero poznawał.                         Chwilę później byli już za progiem Wielkiej Sali .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz